Rss Feed
  1. Długi post z Berlina

    środa, 20 kwietnia 2011

    Brandenburger Tor
    Ostatni weekend spędziliśmy w Berlinie odległym od Warszawy o 5,5 godziny, a więc tylko o pół godziny więcej niż Suwałki (taka ciekawostka, zależy jak na nią spojrzeć, smutna lub wesoła). Dla mnie była to pierwsza w życiu wizyta tamże, dla Janka pierwsza za dorosłości. Jesteśmy generalnie zauroczeni atmosferą i zróżnicowaniem wszelakim stolicy Niemiec. Poza tym miło było przypomnieć sobie niemiecki (Janek np. przypomniał sobie swoje ulubione słowo szmeterling).


    Berlin jest fajny - ma Ampelmanna (ludzika ze świateł dla pieszych), którego podobizna zdobi dziesiątki gadżetów w ampelmannowym sklepie. Według nas super pomysł na promocję miasta i pozytywną, uroczą pamiątkę z Berlina. Aż sami kupiliśmy sobie ampelmannowe magnesy.

    Janek w niebie (i z herbatą)
    Ola przed Berliner Domem
    Wróćmy do samego miasta - najlepiej oczywiście pociągiem, co pozwala wjechać na imponujący dworzec Hauptbanhof, na którym pociągi jadą na dwóch poziomach, odległych od siebie o kilka pięter. Wrażenie robi zabudowa na terenach gdzie kiedyś stał mur berliński - piękny przykład spójności całych kwartałów nowoczesnej zabudowy i dobrej użytecznej architektury. Podoba mi się też berlińskie podejście do komunikacji - w ciągu dnia nie ma tam korków, bo większość ludzi porusza się U i S-Bahnami oraz rowerami (podobno 75% ulic Berlina ma ścieżki rowerowe). 



    Mur (oryginalny)

    Po raz n-ty odkryliśmy fascynującą historię muru berlińskiego (o uciekającym żołnierzu NRD, królikach i marketingowej wojnie obydwu niemieckich krajów - świetlne napisy RFN z najnowszymi informacjami z wolnego świata, kontra NRDowski billboard państwowego domu handlowego). Berlin ma dużo smaków, a my poznaliśmy tylko niektóre (w tym tradycyjny berliński przysmak -  keczup z curry do kiełbaski alias Currywurst), dlatego chętnie tam wkrótce wrócimy.




    Alexanderplatz - za chwilę Currywurst 
    A teraz coś prawie, że o ślubie. W celu ćwiczenia języka innego niż Wirtschaftsdeutsch kupiłam sobie niemiecki magazyn dla młodych kobiet “Petra”, a tam - cały numer poświęcony Brit-Style, z Lily Allen owiniętą w union jacka na okładce. Z jakiej okazji ta tematyka? Oczywiście ślubu Kate i Williama. “Petra” mówi nam, jak przyrządzić tradycyjny podobno etoński picknick-dessert o nazwie Eton Mess (dla tych, co nie śledzą życia książąt europejskich - Eton to prestiżowa szkoła średnia, którą skończył m.in. William), przeczytać trochę o Banksy’m, a także rubrykę pod pięknym tytułem “Frischfleisch von der Insel” (świeże mięso z wyspy), traktujący o młodych pięknych gwiazdorach brytyjskich, Sam’ie Riley’u (Ian Curtis z Control) oraz Andrew Garfieldzie (Eduardo z Social Network). No a poza tym oczywiście ciekawostki o ślubie Kate i Williama, który jest związany z tematyką ślubną, więc pewnie o nim jeszcze napiszę na blogu jako znana miłośniczka plotek o rodzinach królewskich.


    Jeszcze tam wrócimy

  2. 0 komentarze:

    Prześlij komentarz