Rss Feed
  1. 99 days to go

    czwartek, 23 czerwca 2011

    Kolejne kroki przedślubne za nami. Po pierwsze, mamy już gotowe zaproszenia, które wkrótce zaczniemy dystrybuować. Po drugie, odbyliśmy kurs dla narzeczonych. Było nieźle, takie kursy to przydatna sprawa. Kurs trwał cały weekend i odbywał się w sali przy kościele, więc w przerwach między zajęciami w sobotę mieliśmy przegląd mody ślubnej. Wnioski: mało welonów, a piwonie są na topie.
    W cenie kursu były ciasteczka i napoje, a jako, że na stołach cola i pepsi stały zgodnie koło siebie, przetestowaliśmy parę razy nasze zdolności odróżniania coli od pepsi. Powiodło się tylko jednej osobie z naszej dwójki, zgadnijcie, komu;)

    Mamy też w zanadrzu ciekawostkę. Ksiądz wykładający na kursie wrzucał różne multimedia jako przerywniki edukacyjne, między innymi wywiady ze znajomymi małżeństwami. Ciekawostka jest taka, że dziś widzieliśmy jedną z filmikowych par, jak rowerowała sobie zgodnie po Podkowie Leśnej. Ciekawe, czy zdają sobie sprawę ze swojej rozpoznawalności rosnącej o 200 osob po każdym kursie?

    Prawie przegapiliśmy moment 100 dni do ślubu, więc z okazji 99 dni polecamy taki oczywisty song, specjalnie dla nieniemieckojęzycznego Janka zremasterowana wersja ze wstawkami po francusku. Viel Spass.



    A Wikisłownik rzecze, że polskie hajtać się (chajtać się?) pochodzi od starego dobrego heiraten. Warto ufać wiki? Bo problem z heiraten gnębi mnie od dawna.

  2. 3 komentarze:

    1. nemo pisze...

      Ja jestem jeszcze bliżej waszego ślubu, bo mojemu Firefoxowi coś się przestawiło i wyświetla 95 dni :). Zgaduję, że to Oli udało się rozpoznać który napój jest który, bo ma doświadczenie w odróżnianiu coli od sprite nawet w roztworze z inną cieczą.
      Taki kurs to bardzo ciekawa sprawa - zanim się nie weźmie w nim udziału, chyba nie można sobie wyobrazić, czego się można tam dowiedzieć. A co do wywiadów z małżeństwami i ich rozpoznawalnością, znakomity motyw takiego wywiadu można znaleźć w (A)polloni Krzysztofa Warlikowskiego. Może to dość przejmujące przedstawienie, ale motyw wywiadu z Alekstis i Admetem jest bardzo radosny(przepraszam za wtręt kulturalny, ale chyba już tak muszę ;) ). Co do hajtania się, to moja rodzina ze Ślunska mówi w ten sposób, więc związek z językiem niemieckim jest chyba niezaprzeczalny.

    2. nemo pisze...

      P.S. I wreszcie enigmatyczny, jak zawsze, opis Janka na gtalku nie jest już enigmatyczny.

    3. Ola pisze...

      a moim Chromie dziś jest 95 dni:) trafnie zgadujesz, że to ja rozpoznałam pepsi, co okazało się dużo łatwiejsze niż rozpoznanie czy to sprite, czy cola były zmieszane z innym napojem. nie widziałam Apolloni, więc nie skomentuję. a w mojej rodzinie z Suwałk też się człowiek hajta, więc wolałam być ostrożna w przypisywaniu temu słowu germańskiego pochodzenia :)

    Prześlij komentarz